Good Goodbye 2017 - muzyka

Good Goodbye 2017 – muzyka

Zapewne większość z Was zastanawia się, kiedy ten rok minął. Ja też nie wiem, ale koniec roku to dobry czas by podsumować sobie kilka spraw i pomyśleć o planach na nowy. Przygotowałem dla Was dwa wpisy, w tym opowiem Wam o kilku albumach, na które warto zwrócić uwagę.

Muzyka jest dla mnie wszystkim

Muzycznie ten rok przyniósł wiele smutnych wiadomości, ale śmierć Chestera to dla mnie ogromna strata. Był moim idolem, a dziś słuchając „One More Light Live” słysząc jego śmiech, nie jestem w stanie wyobrazić sobie jak bardzo, gdzieś w środku cierpiał, że musiał przyjmować aż tak radosną maskę.

KOGO OBCHODZI JEŚLI ZGAŚNIE KOLEJNE ŚWIATŁO?

Spotify pokazał mi jak dużo muzyki słuchałem w mijającym roku, a to dla jasności nie wlicza się w to czas od generacji tego zestawienia. Postanowiłem jednak wybrać 3 płyty, które uważam za najlepsze i najciekawsze.

Myrkur – Meredith

MYRKUR - Meredith okładka
MYRKUR – Meredith album cover

Osądzając album po okładce myślałem, że jest to w 100% black metalowa płyta, ale w momencie, gdy pierwszy raz jej słuchałem mocno się zdziwiłem. Stricte metalowych kawałków jest tutaj zaledwie kilka, ale w żaden sposób nie jest to minus tej płyty.

Na samym początku warto wspomnieć, że Myrkur to projekt, którego założycielką jest Amelie Bruun, duńska wokalistka i kompozytorka. Z racji tego, że w przeszłości nie zajmowała się muzyką rockową stworzenie tego zespołu wywołało sporo kontrowersji. Jednak od wydania pierwsze EP udowadnia, że jej intencje są prawdziwe.

Dla mnie ten album jest największym odkryciem i zaskoczeniem roku. Mieszanka odrobiny black metalu z różnymi innymi elementami stwarza mroczny i niepowtarzalny klimat. Ciekawostką jest fakt, że wszystkie kawałki zostały zainspirowane koszmarami, które miała Amelie.

Na pewno jest to płyta łatwa, gdyż nie wszystkie utwory są w języku angielskim, a poza tym niektóre utwory mają bardzo mroczny klimat i należy mocno skupić się przy ich odsłuchu by dokładnie go poczuć.

 

Linkin Park – One More Light

Linkin Park - One More Light okładka
Linkin Park – One More Light album cover

Słuchałem tego albumu setki razy, a licznik bije cały czas, gdyż jest to jedna z dwóch płyt, które od premiery mam zapisane w Spotify i nawet, gdy nie mam Interentu mogę ich słuchać. Uwielbiam wracać do tej płyty, gdyż pomimo śmierci Chestera, mam z nią wiele przyjemnych wspomnień.

Pamiętam, że już przed wydaniem “The Hunting Party” Mike wspominał, że pracował nad piosenkami, które są mocno inspirowane popem. Wtedy pomysł został odłożony i zespół nagrał mocno rockowy album, może dlatego nie czuje się tak zszokowany kierunkiem jaki obrał zespół podczas pracy. Poza dla mnie najlepszym albumiem zespołu jest „A Thousand Suns”, który podobnie jak „One More Light” był mało rockowy,

Pisałem o tym w jednym z wpisów, że pierwsze dwa utwory promujące płyty wchodziły mi w głowę tak mocno, że nie potrafiłem się ich pozbyć. Od premiery mam tak z całą płytą! Choć mojej Kasi ta płyta nie do końca się podoba, za każdym razem, gdy puszcze ją na głośnikach oboje samoczynnie zaczynamy śpiewać (o ile moje wycie można nazwać śpiewaniem)

Od wczoraj ponownie słucham „One More Light” i mam wrażenie jakby ten album był wołaniem o pomoc, którego nikt nie usłyszał „I don’t like my mind right now”.

Paramore „After Laughter”

Paramore - After Laughter okładka
Paramore – After Laughter album cover

Poprzedni album miał pokazać braciom Farro, że ich odejście nie zatrzyma Hayley i Paramore będzie grać nadal. Udało jej się, ale po odejściu kolejnego członka zespołu załamała się i dopiero w tym roku przyznała się do tego, że cierpiała w 2016 roku na depresję tłumacząc, że dopiero teraz dorosła i zderzyła się z rzeczywistością.

You can run on the fumes of being a teenager for as long as you want, but eventually life hits you real hard.

After Laugther” to spokojny, utrzymany w klimacie rocka lat 80 album, który w połączeniu z tekstami Hayley jest czymś niesamowitym opowiada o konfrontacji marzeń z rzeczywistością, która nie zawsze jest miła. Dla mnie najlepszy album 2017, do którego podobnie jak do “One More Light” uwielbiam wracać.

 

Jeszcze kilka słów…

Dodatkowe miejsca należą do Nocnego Kochana za płytę “Zdrajcy Metalu“, którą znam już chyba na pamięć oraz Trivium “The Sin And The Sentence“, który tym albumem wraca w pięknym stylu, łącząc wszystko co w dorobku zespołu najlepsze. Na sam koniec dodałbym AFI “The Blood Album“, który po słabym “Burials” wraca na dobre tory.

Najbardziej zawiodłem się (znów) na Comie, który w październiku wydał album, którego po prostu nie da się słuchać. Niestety jest to już drugi krążek Roguckiego i spółki, które nie potrafię przesłuchać w całości.

Całe życie na słuchawkach

Mój organizm do prawidłowego funkcjonowania potrzebuje muzyki i rok 2017 dał mu jej sporo. Oczywiście oprócz nowości wracam do starszych płyt i to nie zmieniło się od lat i na pewno nie zmieni się w przyszłości. Jest to pierwsza cześć mojego podsumowanie 2017 roku. W kolejnym wpisie podsumuje moje Instagramowe best nine.

Cześć 2 ⇒

Rafał Kułakowski

Cześć, Jestem Rafał i jestem uzależniony od muzyki. Początkowo był to blog, w którym opisywałem historie mojej przygody z muzyką. Z czasem jednak to przestało mi wystarczać, gdyż chciałem pisać więcej. Dlatego powstały kolejne cykle, które były z pograniczna muzyki i lifestyle’u.