Skip to main content
Recenzja - Bullet For My Valentine "Venom"

Recenzja – Bullet For My Valentine „Venom”

Kiedy słucham Bullet for My Valentine mam wrażenie, że za wszelką cenę chcą być postrzegani jako zespół metalowy. Komercja płynąca ze „Scream, Aim, Fire” ciągnie się za nimi po dziś dzień. Przy premierze każdego kolejnego albumu zespołu miałem w głowie tamten album i dlatego nie potrafiłem długo cieszyć się tymi nagraniami. „Fever” był dobry, ale czegoś mu brakowało. Z kolei mocno eksperymentalny „Temper, Temper” podobał mi się najbardziej od czasu ich debitu.

Powitało mnie „V” intro, które jest połączone z utworem numer „No Way Out”. Słychać w tym wprowadzeniu energie i moc jaka ma płynąć z tego albumu. Byłem bardzo zaskoczony, że Panowie tak mnie powitali. „No Way Out” był pierwszym singlem z tej płyty. Typowy kawałek BFMV. Mocno w zwrotce, melodyjnie w refrenie, szybki bridge, powtórka i solo. Tutaj muszę pochwalić refren gdyż jest naprawdę fajny. Wpada w ucho i na długo zostaje w głowie. W tym utworze słychać, że Matt naprawdę jest wkurzony i jego głos brzmi tutaj naprawdę bardzo dobrze.

„Army of Noise” to jest kawał dobrego metalu. Bez kompromisów. Szybki, energetyczny i pełen energii. Wszystko idealnie dopasowane, a solo w tym utworze to coś niesamowitego. Tego mi brakowało na poprzednich płytach. Przytoczę tutaj pewien ciekawy komentarz, który znalazłem pod filmem w serwisie YouTubie „I think we’ve just found a cure for cancer with that solo”. Nic dodać nic ująć.

Kolejnym utworem jest „Worthless”. Spokojniejszy z niesamowitym tekstem. W tym kawałku Matt  zaskakuje mnie swoim głosem. To świetnie słychać około 1:50 gdy z czystego wokalu na jednym oddechu zaczyna krzyczeć. Chapeau bas!

Singiel numer dwa „You Want a Battle? (Here’s a War)” . Świetny, po prostu. Nie wiem dlaczego, ale gdy słyszę ten utwór gdzieś z tyłu głowy mam „Hail to The King” A7X.

„Borken” kolejna petarda. W tym utworze genialna jest gra gitar, a dokładniej jedna gra szybki riff, a druga gdzieś tam w tle piszczy. Uwielbiam to! Nie wiem dlaczego, ale ten utwór przypomina mi grę ill Nino.

„Venom” to klasyczny wolny kawałek, nic odkrywczego. Nawet gitara brzmi trochę jak z ich debiutanckiego albumu „The Poison”. 

„The Harder the Heart (The Harder It Breaks)”

Początek utworu rozwalił mnie na drobne części! „Skin” Zaczyna się naprawdę dobrze. Świetnie solo, ale później coś jest nie tak. Czegoś mi brakuje. To charakterystyczne „Ooo” przypomina mi „Riot” z poprzedniej płyty. Utwór ratuje koleje solo na koniec utworu. Ożywia ten utwór, ale pozostaje lekki niedosyty.

„Hell on High Water”

Nie wiem dlaczego utwór brzmi jakby został wycięty z repertuaru Trivium. Utwór rozwija się bardzo powoli by potem powalić niesamowitą grą sekcji rytmicznej. Miło się słucha tego bassu i stopy. Szkoda, że pod koniec na siłę dodali refren. Bez niego byłoby lepiej.

„Pariah” to utwór wycięty z płyty „Temper, Temper”. Świetny riff i genialny bridge z jeszcze lepszym refrenem. Po „Army Of Nosie” kolejny mocny punkt płyty.

+

„Playing God”

Bardzo dużo osób w komentarzach pisało, że to jest najlepszy utwór z całej płyty. Jednak uważam, że w porównaniu do innych jest nieco cukierkowy. Owszem mamy świetną melodie i to „ooo”. Jednak maniera Matta tutaj przypomina mi dokonania z czasów „Scream, Aim, Fire”. Powiem szczerze, że po kilku kolejnych przesłuchaniach ten kawałek staje się naprawdę fajny, jednak czy mianować go najlepszym? „Run To Your Life” tytuł tego kawałka daje nam do zrozumienia kto jest adresatem większości utworów z tej płyty. Ten kawałek to istny potwór. To co dzieje się po pierwszej zwrotce sprawia, że naprawdę ponownie nazwę mój adres mailowy bullet_for_my_valentine. Monstrualnie piękne solo z tym wokalem. Petarda!

Nie kupujcie podstawowej wersji albumu! To jest jakaś pomyłka. Ten album bez dwóch wyżej wymienionych utwór jest przeciętny. Te dwa utwory są jednymi z lepszych na całym albumie i moim zdaniem powinny znaleźć się na płycie, a nie jako dodatek do wersji „deluxe”.

 +

„In Loving Memory” [demo]

Nie wiem dlaczego, ten utwór nie jest w pełnej wersji albumu. Wystarczyłoby go lekko dopracować by miał podobne brzmienie co reszta utworów. Ciekawy riff, świetny teksy i kolejne genialne solo. Dla tego sola warto kupić wersje rozszerzoną. Prosty i świetny utwór. Naprawdę nie wiem, dlaczego jest jako rezerwowy.

„Rising Hell”

Hmm nie wiem co mam myśleć o tym kawałku. Znów nasuwa mi się pytanie, dlaczego jest jako rezerwowy? Może to zapowiedź w jakim kierunku zespół ma zamiar pójść w przyszłości. Strasznie podoba mi się wokal Matta w tym kawałku, a w szczególności refren. Riff jest po prostu genialny, a kawałek rewelacyjny.

Siła tych dwóch utworów tkwi w surowości. Może kolejny album będzie brzmiał jak „Rising Hell”?

Mówi się, że najlepsze rzeczy powstają gdy jesteśmy smutni lub dzieje się coś złego w naszym życiu. Przykładem tego była płyta Adele „21”. Ostatni album grupy podtrzymuje tę regułę. Emocje jakie towarzyszą tej płycie dodają jej niesamowitego charakteru. Warto zaznaczyć, że na tym albumie Matt przeszedł samego siebie. Jego wokal jest świetny i przekonujący. Wspominałem wcześniej, że wcześniejsze albumy nie przyciągały mnie tak jak debiutu. „Venom” to zmienia. W końcu udało im się zerwać (u mnie) tę łatkę zespołu dla nastolatek, gdyż taka została im nadana po premierze „Scream, Aim, Fire”. Zespołowi udało się uzyskać niesamowitą moc na tym albumie. Zdecydowanie „Venom” to płyta metalowa. Wszystko brzmi perfekcyjnie jednak naprawdę czuje się oszukany. Żeby usłyszeć cały album,a nie tylko jego część, muszę zakupić wersje deluxe. Takie podejście naprawdę mnie wkurza. Takie same zagranie zrobił Soulfly na swoim ostatnim albumie, ale o tym w następnych Muzycznych Inspiracjach.

Rafał Kułakowski

Cześć, Jestem Rafał i jestem uzależniony od muzyki. Początkowo był to blog, w którym opisywałem historie mojej przygody z muzyką. Z czasem jednak to przestało mi wystarczać, gdyż chciałem pisać więcej. Dlatego powstały kolejne cykle, które były z pograniczna muzyki i lifestyle’u.